Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niski IG. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niski IG. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 czerwca 2022

Etiopskie inspiracje

 


O wizycie w etiopskiej restauracji pisałam już przy okazji przepisu na gulasz z zielonego groszku. Nie będę się powtarzać, napiszę tylko, że oglądane zdjęcia przypomniały nam placki injera, które najwyraźniej tam jedliśmy. Trafiliśmy wreszcie na mąkę z miłki abisyńskiej, z której powstają te placki i to skłoniło nas do zgłębienia tematu. Oryginalne placki powstają ze sfermentowanej mąki z miłki abisyńskiej (bezglutenowej i o niskim IG). Sfermentowaną masę wylewa się grubszą warstwą na patelnię i smaży tylko z jednej strony. Za nami wiele prób nie tylko samych placków, ale także dodatków do nich. Wygrała propozycja, która jest wariacją na temat etiopskich injera z mieszanką dodatków o wschodnich smakach.

Składniki:



Placki 6–8 szt.
1,5 szklanka mąki teff
1 szklanka mleka roślinnego lub wody
2–3 łyżki oleju (u mnie oliwa pomace)
1 jajko
sól i pieprz do smaku
dodatkowo czarnuszka i suszony czosnek niedźwiedzi

Soczewica
1 szklanka soczewicy czerwonej
½ szklanki soku z buraka i ½ szklanki wody
1 łyżka octu jabłkowego
2 ząbki czosnku
2-3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka zataru
1 łyżeczka uprażonych i zmiażdżonych nasion kolendry
½ łyżeczki kuminu
½ łyżeczki mielonego ziela angielskiego
sól pieprz do smaku

Sałatka ze świeżych warzyw
rzodkiewki, ogórki , młoda zielona cukinia
vinegret: oliwa z oliwek, musztarda francuska, sok z cytryny, świeże liście mięty


Kurczak z cukinią

2–3 podudzia kurczaka zagrodowego (bez kości)
1 mała cukinia
garść zielonych drylowanych oliwek
garść gotowanej cieciorki (może być z puszki)
½ pora
sól i pieprz czarny według uznania
łyżeczka kurkumy
½ łyżeczki cayenne
świeża kolendra



Placki. Do sporej miski wsypać wszystkie składniki na injery i delikatnie wymieszać rózgą. Powoli wlać mleko lub wodę cały czas mieszając. Mieszać do momentu uzyskania gładkiej i jednolitej masy o gęstości śmietany (jak na zwykłe naleśniki). Zostawić ciasto na ok 30 minut, a przed smażeniem znowu energicznie mieszać przez kilka minut. Patelnię posmarować dokładnie olejem. Wylać porcję ciasta i smażyć ok 2-3 minuty z jednej strony, delikatnie przewrócić na drugą stronę, lekko opiec ok 1–2 minuty. Po usmażeniu kilku naleśników ponownie smarować patelnię oliwą. W oryginalnym przepisie injery smaży się tylko z jednej strony pod przykryciem.

Przygotować soczewicę. W rondlu rozgrzać oliwę z nasionami kolendry, kuminem, mielonym zielem angielskim i zatarem. Kiedy przyprawy zaczną wyraźnie pachnieć wrzucić soczewicę. Wymieszać, podprażyć około 2 minuty. Zalać sokiem z buraka i wodą, osolić. Gotować na średnim ogniu około 5 minut. Dodać ocet jabłkowy. Zmniejszyć ogień i delikatnie gotować, aż soczewica będzie aldente i wchłonie cały sok. Gorącą wymieszać z wyciśniętym przez praskę czosnkiem. Doprawić do smaku solą i pieprzem i odstawić w ciepłe miejsce.  Ciekawym dodatkiem do takiej soczewicy mogą być drobno pokrojone suszone pomidory w zalewie z oliwy lub oliwki.

Dodatek mięsny. Kurczaka pokroić w cienkie paski dodać suche przyprawy, dokładnie wymieszać . Wrzucić na rozgrzany olej i kilka minut smażyć. Lekko zrumienionego i miękkiego kurczaka przełożyć do miseczki. Na tej samej patelni podsmażyć pokrojoną w paski cukinię i pora tak by pozostały aldente. Pod koniec dodać cieciorkę i pokrojone lub całe oliwki. Dodać podsmażonego wcześniej kurczaka i podgrzewać jeszcze dosłownie kilka minut. Na koniec posypać świeżą kolendrą,

Sałatka ze świeżych warzyw. Wszystkie składniki pokroić w drobną kostkę, delikatnie posolić i posypać świeżo zmielonym czarnym pieprzem. Dodać vinegret i drobno posiekane liście mięty. Całość wymieszać i odstawić na 15 minut.

Wszystkie dodatki do placka podawać w osobnych miseczkach do dowolnego komponowania. Można
podawać także inne zestawy dodatków do placka. Świetnie sprawdzą się wszelkiego rodzaju humusy,
warzywne lub mięsne gulasze, pieczone warzywa itp.





piątek, 18 lutego 2022

Czekoladowa tarta z mąki kokosowej


Już po… Walentynkach. Oddycham z ulgą, choć nie jestem przeciwniczką tego święta. W tym czasie, gdzie nie spojrzysz, wszędzie słodkości: czekolady, czekoladki, serca i misie z czekolady, albo wypchane czekoladowymi pralinkami. Słodycze tu, słodycze tam, zalewa nas rzeka cukru. Społeczeństwo tyje, rośnie procent otyłych dzieci, lekarze, dietetycy i dentyści biją na alarm, a producenci słodyczy, nawet piekarze, dorzucają kolejne łychy cukru do swoich produktów. Cukier uzależnia  podobnie jak inne używki i tak samo jak innych potrzebujemy go coraz więcej. Spróbujcie przeczytać skład czekolady deserowej, wafelkowego batonika w czekoladzie lub praliny znanej firmy produkującej słodycze. Zawartość „cukru w cukrze” podwoiła się (o ile nie potroiła) na przestrzeni ostatnich 10-15 lat i nie załatwi tego podatek od słodzonych napojów gazowanych. Miało nie być tak poważnie, ale jakoś samo wyszło. W opozycji do produkcji masowej są domowe słodkości. Możemy kontrolować w nich ilość cukru, indeks glikemiczny, wyeliminować niezdrowe tłuszcze, polepszacze, wypełniacze i sztuczne barwniki.




Składniki:


Ciasto
100 g mąki kokosowej (IG = 35)
40-60 g oleju kokosowego (IG = 0)
1 łyżeczka ksylitolu/erytrolu
2 jajka


Nadzienie
400 ml mleka kokosowego (IG = 40)
300 g gorzkiej czekolady (minimum 70% kakao
bez cukru IG = 25)
1 płaska łyżka ksylitolu/erytrolu
skórka starta z pomarańczy (opcjonalnie)



Suche składniki ciasta wymieszać, dodać rozpuszczony olej kokosowy i jajka. Zagnieść ciasto. Jeśli będzie się kruszyło dodać ciepłej wody, aż stanie się bardziej elastyczne. Formę do tarty wysmarować tłuszczem i wyłożyć ciastem. Trzeba stworzyć około 5 mm warstwę ciasta na spodzie i rancik dookoła formy. Piec w nagrzanym do 180 stopni Celsjusza piekarniku przez 15 minut, aż lekko się zrumieni. Wyjąć z piekarnika i wystudzić.
Przygotować nadzienie: Mleko kokosowe podgrzać w garnku (trzeba uważać żeby się nie przypaliło). Do lekko podgrzanego mleka wrzucić połamaną na drobne kawałki czekoladę (skórkę startą z pomarańczy). Energicznie mieszać przez 2-3 minuty. Zestawić z ognia i dalej mieszać aż do uzyskania gładkiej, jednolitej masy. Najlepiej masę miesza się rózgą. Masę odstawić do ostygnięcia. Przełożyć na spód tarty i wstawić do lodówki na co najmniej godzinę. Przed podaniem udekorować np. prażonymi orzechami, prażonymi wiórkami kokosowymi lub owocami. Można podać z gęstym jogurtem



czwartek, 27 stycznia 2022

Pieczone jabłko z niespodzianką

 

Na początku każdego Nowego Roku pojawia się u nas pytanie: jakim ciastem godnie go rozpocząć, tak żeby wilk był syty i owca cała. W naszej rodzinie trwa bowiem spór na temat wyższości szarlotki nad sernikiem, podobny do znanego i kultowego: o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. Jeśli decydujemy się na przygotowanie ciasta to powstaje pytanie, które z nich powinno być pierwsze, sernik czy szarlotka? Sprawiedliwość musi być – jeśli ostatnio było jedno z nich to teraz powinno być drugie. Pod koniec roku trwa gorączkowe liczenie, czy w ciągu mijającego roku tyle samo razy była szarlotka co sernik. I tak dalej i tak dalej. Potrzebny był kompromis i chyba go znalazłam. Nie jest to ani sernik, ani szarlotka tylko coś pomiędzy, coś co łączy a nie dzieli i jak na razie pogodził obóz szarlotki z obozem sernika.

Składniki
6 jabłek (szara reneta, bojken lub inne nadające się do pieczenia)
300 g sera (ja użyłam sernikowego 3 razy mielonego)
1 łyżka ksylitolu (można użyć też miodu, cukru, tego co możecie użyć do słodzenia)
90-100 g gęstego jogurtu
2 jajka
skórka starta z jednej pomarańczy
sok z połowy pomarańczy
½ łyżeczki cynamonu
¼ łyżeczki kardamonu
¼ łyżeczki wanilii (mielonej, ekstraktu lub pasty)
opcjonalnie namoczone rodzynki

Pomarańcz sparzyć, żółtka oddzielić od białek. Jabłka umyć. Ser przełożyć do większej miski, dodać do niego ksylitol, przyprawy aromatyzujące, sok i skórkę z pomarańczy, jogurt i żółtka i miksować dokładnie na średnich obrotach miksera. Ser trzeba dobrze napowietrzyć, powstaje puszysta masa serowa. Odstawić na czas wydrążania jabłek (pozostawić około 1 cm ścianki), wydrążone umieścić w żaroodpornym naczyniu. Teraz należy ubić pianę z białek na sztywno i delikatnie wmieszać ją w masę serową. Gotową masą wypełnić wydrążone jabłka, przykryć kapturkiem z jabłka. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celcjusza przez 25 minut (jeśli jabłka nie są duże, 30 - jeśli są większe) z termoobiegiem.



czwartek, 16 września 2021

Cukiniowa rolada

Dotknęła nas „klęska urodzaju” fasolki szparagowej, szałwii i cukinii. Swoją drogą kto jeszcze pamięta klęski urodzaju pojawiające się w nagłówkach gazet minionego stulecia? Szukając sposobu na zagospodarowanie dobra, doszłam do „ściany”. Obdarowywana rodzina powiedziała – wystarczy, zamrażarka się wypełniła, a słoikowe zastępy czekają na relokację do spiżarki. Pomysłów na wykorzystanie nadmiarów produkcyjnych jest wiele, nie pierwszy raz  dotyka nas wspomniana klęska. Zawsze jednak miło jest zaskoczyć rodzinę i znajomych czymś nowym, czymś czego jeszcze nie próbowali. Tak powstała rolada cukiniowa świetnie sprawdzająca się jako przystawka, nawet podczas uroczystego obiadu

2 średnie cukinie
6 jajek
sól, pieprz do smaku

Nadzienie:
250-300 g ricotty*
2-3 ząbki czosnku
½ pęczka koperku
sól

Jedną cukinię zetrzeć na tarce na drobnych oczkach, przełożyć na sitko, lekko osolić i odstawić na około 30 minut. Po tym czasie cukinię dokładnie odcisnąć. Sok z cukinii można wykorzystać do zupy. Drugą cukinię pokroić na mandolinie na cieniutkie plasterki. Jajka wbić do miski dodać sól i pieprz,  mikserem mieszać około 5-6 minut. Chodzi o dokładne napowietrzenie masy. Jajka wymieszać delikatnie z odciśniętą z płynu cukinią.
Na dużą blachę, wyłożoną pergaminem, wylać masę cukiniowo-jajeczną. Warstwa powinna być cienka i równa. Na wierzchu na całej powierzchni ułożyć na zakładkę plastry cukinii. Wygląda to trochę jak rybia łuska. Lekko posolić. Piec w nagrzanym do 180 stopni piekarniku przez 20 minut.
Po wyjęciu z piekarnika odstawić do ostudzenia. W tym czasie przygotować nadzienie: ricottę, startą na drobnej tarce fetę lub rozdrobnioną bryndzę, przeciśnięty przez praskę czosnek i poszatkowany drobno koperek dokładnie wymieszać i posolić do smaku.
Upieczony placek przełożyć wraz z papierem na stół, przykryć z wierzchu drugim arkuszem papieru do pieczenia i odwrócić całość plastrami cukinii do dołu. Zdjąć papier, na którym masa się piekła, i na tej stronie cienko rozsmarować nadzienie z ricotty. Teraz trzeba ciasno zwijać ciasto wzdłuż jednego z boków (zależy to od tego w którą stronę wcześniej ułożyliście plastry cukinii). Zawinąć gotową roladę w papier. Powstaje wałeczek. Wstawić na godzinę do lodówki.
Gotowe kroić na 1-2 cm. Plastry, podawać z sałatką i np. sosem koperkowym lub tylko polane oliwą.

*dla zaostrzenia smaku część ricotty można zastąpić bryndzą lub fetą. Rolada będzie miała wyraźniejszy smak.



środa, 18 sierpnia 2021

Pierogi z młodą kapustą i koperkiem

Babcia, mama, teściowa i ciocia były mistrzyniami w robieniu pierogów. Każda z nich wyspecjalizowała się w innym farszu. Rodzinnie jedliśmy więc najlepsze pod słońcem pierogi ruskie, z mięsem, z kaszą gryczaną i serem czy ryżem, jajkiem na twardo i łososiem. Niełatwo jest dorównać mistrzyniom. Pewna „nowa” wybranka męskiego członka rodziny chciała zaimponować dzierżącej koronę królowej pierogów – mojej babci. Wymyśliła i doprowadziła do doskonałości swoje własne nadzienie do pierogów. Muszę przyznać, że zadanie się udało i choć dzieli nas przestwór oceanu wspominam ten rodzaj pierogów z tęsknotą. Ta tęsknota pchnęła mnie do prób odnalezienia pożądanego smaku. Pewnie łatwiej byłoby zapytać o przepis, ale nie byłoby wyzwania. Kiedy okazało się, że z powodu wysokiego IG pierogi z mąki pszennej nie są dla mnie (a z mąki gryczanej nie do końca mi pasują), wpadłam w depresję. Życie uratowała mi metoda, która u mnie sprawdza się idealnie. Czy wiecie co to jest skrobia oporna?
Skrobia składa się z glukozy będącej głównym elementem budulcowym węglowodanów. Podczas gdy węglowodany są źródłem energii dla komórek, glukoza nie jest idealnym paliwem dla organizmu. Kiedy jesz posiłek o wysokiej zawartości skrobi, np. makaron, ryż, ziemniaki lub pieczywo przenne, poziom cukru we krwi gwałtownie rośnie. Jeżeli robisz to często w ciągu dnia organizm staje się coraz bardziej oporny na insulinę.
Skrobia oporna zaś to węglowodan, który jest odporny na działanie enzymów trawiennych i w niezmienionej formie przechodzi do jelita grubego stanowiąc pożywkę do rozwoju pożytecznych bakterii jelitowych.
A jak zamienić zwykłą skrobię w skrobię oporną? Wystarczy ugotowany produkt schłodzić lub zamrozić i odgrzać.

Ciasto:
2 szklanki mąki pszennej lub orkiszowej
3/4 szklanki wrzącej wody
1 łyżka oliwy
szczypta soli

Farsz:
½ młodej kapusty (bez liści zewnętrznych)
½ pęczka koperku
2-3 duże łyżki masła
½ szklanki wody
sól pieprz do smaku

Przygotować farsz: młodą kapustę cienko poszatkować i jeszcze drobno pokroić. Lekko osolić. Na patelni rozpuścić masło, wrzucić kapustę i dusić, mieszając, kilka minut na średnim ogniu. Wlać wodę, przykryć patelnię i dusić dalej kilkanaście minut. Kapusta powinna być prawie miękka. Teraz dodać posiekany koperek i na małym ogniu odparować kapustę. Przyprawić do smaku solą i pieprzem i odstawić do wystygnięcia.
Przygotować ciasto na pierogi.
 Mąkę wysypać na stolnicę, zrobić wgłębienie wlać oliwę. Powoli dolewać wrzątku, mieszając go widelcem z mąką. Kiedy mąka wymiesza się z wrzątkiem wyrabiać ciasto. Kiedy będzie już gładkie i elastyczne rozwałkować i wycinać szklanką kółeczka. Do każdego pieroga upakować łyżeczkę farszu (pierożki są dość małe) zalepić, ugotować we wrzątku. Niektóre ugotowane pierogi mrożę inne tylko schładzam w lodówce przez dobę i odgrzewam. 







środa, 14 lipca 2021

Kolacja doskonała. Halibut z selerowym puree i pomidorową duszoną cukinią

Nowe trendy żywieniowe poparte licznymi badaniami naukowymi preferują tzw. posty przerywane, czyli stosowanie dłuższej (16 godzinnej) przerwy między ostatnim a pierwszym posiłkiem dnia. Odkrycie procesu autofagii, który nierozerwalnie wiąże się z postem, nagrodzono w 2016 Nagrodą Nobla z dziedziny medycyny i fizjologii dla japońskiego naukowca Yoshinori Osumi. Przerwa ta przynosi wiele korzyści zdrowotnych. A co to jest autofagia? Jest to „proces kataboliczny, polegający na kontrolowanym rozkładzie komórek, które nie przedstawiają dla organizmu żadnej wartości (są uszkodzone, nieprawidłowe lub zaatakowane procesem chorobotwórczym). W czasie postu proces autofagii przybiera na sile, uwalniana jest duża ilość energii i dochodzi do procesów naprawczych w obrębie tkanek. Okresowe posty przyczyniają się w znaczący sposób do poprawy zdrowia, parametrów medycznych, wskaźników laboratoryjnych i lepszego samopoczucia.” 

Poza okresem postu mamy tzw. 8 godzinne okno żywieniowe pozwalające nam na spożycie trzech posiłków (śniadania, obiadu i kolacji) – taki post nazywamy postem TRF. Istnieje jeszcze drugi rodzaj postu, ale zainteresowanych odsyłam do Internetu. Podczas postu dozwolone jest picie wody herbaty i kawy. Mając „jedynie” 8 godzinne okno żywieniowe ograniczamy podjadanie między posiłkami co znacznie wpływa na nadwagę. Niewątpliwe i udowodnione korzyści ze stosowania postów przerywanych to: redukcja masy ciała; poprawa metabolizmu; regulacja poziomu cukru; znaczna poprawa insulinowrażliwości; poprawa gospodarki lipidowej; zmniejszenie stanów zapalnych; ładniejsza skóra, zdrowsze włosy i paznokcie. 
Oczywiście nie od razy Rzym zbudowano. Nie od razu trzeba zacząć od 16 godzinnych postów. Można stopniowo zwiększać taką przerwę. Oraz ważne jest niezmiernie to co jemy w naszym oknie. Odżywiajmy się zdrowo, wyeliminujmy żywność wysoko przetworzoną, dbajmy również o IG naszych posiłków, szczególnie jeśli jesteśmy 50+.
Inspiracją do odkrywania i komponowania nowych smaków jest nasza koleżanka Grażynka, która jest instruktorką nordic walking i chce zadbać o swoje kursantki od strony dietetycznej. By połączyć aktywność i odpowiednią dietę powstał projekt 50+ –zdrowie i kondycja Zapraszamy serdecznie na jej bloga Kijki na zdrowie – 50 plus.
Proponowana przez nas kolacja niech pozwoli Wam przetrwać 16 godzin postu bez niezdrowych i trudnych do strawienia produktów.


Składniki:

Po 4 plastry szynki parmeńskiej na osobę
20-25 cm fileta z ryby na osobę (na dwie porcje użyłam 300 g halibuta bez skóry)
suszony czosnek niedźwiedzi
sól i pieprz

Puree z selera:
½ dużego selera
2 łyżki masła
ząbek czosnku
woda
sól pieprz do smaku

Cukinia:
1 średnia cukinia około 300 g pokrojona w kostkę
1 duża cebula pokrojona w kostkę
½ puszki krojonych pomidorów lub 200 g pokrojonych w kostkę świeżych pomidorów
2 ząbki czosnku pokrojone w cienkie plasterki
sól, pieprz, przyprawa włoska (bazylia, suszone pomidory, czosnek niedźwiedzi)
oliwa do smażenia

 

Rybę pozbawić ości. Delikatnie oprószyć pieprzem i posypać przyprawami. Nie używam soli pamiętając, że szynka parmeńska jest dość słona. Szynkę ułożyć na 1 cm zakładkę, rybę ułożyć na niej (w poprzek plastrów). Zawinąć dokładnie rybę szynką. Odstawić do lodówki. W tym czasie przygotować puree: selera obrać, pokroić w kostkę, masło rozpuścić na patelni, wrzucić selera, osolić i dusić pod przykryciem na maśle aż seler się zezłoci. Potrwa to kilka minut, trzeba pamiętać o mieszaniu selera. Zalać selera wodą, tak by go przykryła i gotować pod przykryciem (na średnim ogniu) 20 minut. Odcedzić. Wody nie wylewać jeszcze się przyda. Zblędować selera z ząbkiem czosnku odrobiną wody z jego gotowania na gładką masę. Usmażyć rybę na rozgrzanej patelni po kilka minut z każdej strony. Na drugiej patelni lub w niewielkim rondelku przygotować pomidorową cukinię: rozgrzać łyżkę oliwy i podsmażyć na niej lekko osoloną cebule na złoty kolor, dorzucić czosnek, a po chwili cukinię i przyprawy. Smażyć kilka minut uważając żeby czosnek się nie przypalił, a cukinia pozostała aldente. Wlać 1/3 szklanki wody z przygotowania puree selerowego* i pomidory z puszki. Całość dusić jeszcze około 4-6 minut na średnim ogniu.
Ułożyć na talerzach po kawałku ryby, słusznej porcji puree z selera i pomidorowej cukinii. Całość udekorować np. koperkiem.

*resztę maślanej wody z gotowania selera można wykorzystać do przygotowania wiosennej zupy jarzynowej. Tak w duchu zero waste. Podobnie zresztą jak obierki z selera czy cebuli, które sprawdzą się w warzywnych lub mięsnych rosołach. 



środa, 7 lipca 2021

Jogurtnik błyskawiczny prawie bez cukru




Deser idealny dla diabetyka, ale nie tylko. Jeśli chcecie lub musicie ograniczyć spożycie cukru, a jednak trudno wam zrezygnować z deserów to jest to idealna propozycja. Propozycja, dla której inspiracją stał się serniczek z pewnej cukierni, niestety zbyt słodki dla diabetyków i insulinoopornych. Jogurtnik to nasza, mam nadzieję, zdrowsza wersja. Robi się niezwykle szybko, świetnie sprawdzi się w awaryjnych sytuacjach, gdy mamy niespodziewanych gości, lub gdy nagle zapragniemy zjeść pyszny, a co najważniejsze, zdrowy deser.

Składniki

spód
orzechy włoskie, pestki dyni, pestki słonecznika w różnych proporcjach – razem około szklanki
2 łyżki rodzynek
5-70 g masła

jogurtnik
jogurt 400 g
galaretka bez cukru lub agar (500 ml)
2-4 łyżeczki ksylitolu
1 łyżeczka cukru trzcinowego (muskowado) lub
1 łyżeczka melasy z morwy białej (opcjonalnie)
Owoce sezonowe

dodatki specjalne do wyboru
1) 4 łyżeczki białka konopnego
2) młody jęczmień
3) sproszkowany owoc granatu
4) kakao, pokruszona czekolada



Przygotować spód do jogurtnika: orzechy włoskie, pestki dyni i pestki słonecznika lekko zmielić dodać drobno pokrojone rodzynki i roztopione masło. Dokładnie wymieszać aż masa będzie plastyczna. Czasami trzeba dodać odrobinę więcej masła. Zależy to od stopnia wysuszenia orzechów. Gotowym spodem równomiernie wyłożyć dno tortownicy o średnicy 20 cm i delikatnie ugnieść. Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni C na 12-15 minut. Po upieczeniu dobrze wystudzić. W czasie studzenia spodu przygotować masę jogurtową. Wymieszać jogurt bezpośrednio wyjęty z lodówki z ksylitolem i wybranym dodatkiem specjalnym, odstawić do lodówki. W 50–80 ml przegotowanej i lekko ostudzonej do ok. 90 stopni C wody* rozpuścić galaretkę. Wlewać powoli do masy jogurtowej  cały czas energicznie mieszając (najlepiej rózgą). Po dokładnym wymieszaniu wlać masę jogurtową na upieczony spód i ponownie wstawić do lodówki aby masa się ścięła. Trwa to dosłownie 2-3 minuty. Po tym czasie jogurtnik wyjąć z lodówki  i udekorować owocami. Odstawić do lodówki na 15-20 minut i mamy to -„jogurtnik” gotowy do podania.

Prostsza, ale nie mniej smaczna wersja jogurtnika, to wersja bez spodu. Wtedy wymieszaną masę jogurtową wlewamy bezpośrednio do pucharków i ozdabiamy sezonowymi owocami i orzechami.

*Najbezpieczniej postępować zgodnie z przepisem na opakowaniu galaretki lub agaru stosując tylko znacznie mniejszą (podaną w naszym przepisie) ilość wody. 



środa, 12 lutego 2020

Pulpety z kaszy gryczanej



Ziemia nie ma z nami łatwego życia. Niszczymy ją na wiele sposobów i pewnie nie uda się tej tendencji odwrócić. Problemem jest czyste powietrze, ocieplenie klimatu czy zmniejszanie się zasobów wody. Przemysłowa produkcja mięsa – już samo określenie brzmi okropnie – zużywa olbrzymie ilości wody. Produkcja jednego kilograma wołowiny pochłania aż 60 tysięcy litrów wody. Przerażające!!! Kiedyś nie co dzień jadało się mięso, było to zarezerwowane dla niedzielnych obiadów. Czy to w mieście, czy na wsi  szanowano każdy kawałek zwierzęcia, a szynka, polędwica, baleron kojarzyły się ze świętami. Nie, nie namawiam was do weganizmu, ale może fleksitarianizm to jest jeden ze sposobów na ochronę planety, a przy okazji na zadbanie o siebie. To sposób odżywiania bazujący na warzywach i owocach, dopuszczający jednak jedzenie produktów zwierzęcych i może na początek jeden lub dwa dni w tygodniu też będą sukcesem. Przejście na taką dietę przynosi wiele korzyści zdrowotnych, chroni przed chorobami układu krążenia, cukrzycą i co nie jest bez znaczenia, może przynieść utratę wagi. Dobrym początkiem mogą być takie pulpety i choć mają w sobie produkty odzwierzęce to jednak nie są z mięsa.


Składniki
1,5 szklanki ugotowanej kaszy gryczanej (może być pozostałość z obiadu)
1 duża cebula
1 jajko (najlepiej eko)
1/2-3/4 szklanki startego żółtego sera
spora garść poszatkowanej natki pietruszki
2 łyżki ulubionych ziół ja daję bazylię, oregano, czosnek niedźwiedzi
sól, pieprz do smaku
masło klarowane lub olej ryżowy
1-2 łyżki mąki gryczanej


Cebulę drobno pokroić, posolić i zezłocić na maśle klarowanym lub oleju ryżowym. Pozostałe składniki pulpetów wymieszać w misce, dodać cebulę i wyrobić na dość zwartą masę. W razie gdyby taka nie była, można dodać mąkę gryczaną. Ja dodaję do środka około 2 łyżek mąki. Masa powinna dać się łatwo uformować w pulpety. Pulpety obtoczyć w mące gryczanej i gotować na parze 10-15 minut.  Podawać z sosem pomidorowym, ale będą dobrze smakować z pieczarkowym lub innym ulubionym. Świetnie sprawdzą się też jako dodatek do gryczanego spaghetti z pomidorowym sosem.
Sos pomidorowy: na patelni zeszklić na oleju ryżowym drobno pokrojoną cebulę z ząbkiem czosnku. Dodać oregano, bazylię (po jednej łyżce) sól, pieprz i 1 puszkę pomidorów pelatti. Dusić ok 10 minut na średnim ogniu.



poniedziałek, 9 września 2019

Krakersy (podpłomyki) z nasion konopi

Sięgając wzrokiem, aż po horyzont, widzę krewnych i znajomych królika ulegających magii reklamy. Nie twierdzę, że nigdy nie uległam, bo jak mawiał klasyk: kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem. Reklamy obiecują cudowną zabawę, ciekawsze relacje z otoczeniem, nowych przyjaciół, a nawet wielką miłość, jeśli tylko wejdziesz w posiadanie produktu ICH wiodącej marki. Pal licho pieniądze jeśli możesz przeżyć coś wyjątkowego kupując TO CUDO. Świat stanie się lepszy, życie łatwiejsze, gdy sięgniesz do torebki, pudełka po właśnie TEGO chipsa, krakersa czy ciasteczko. Sięgając po naszą propozycję pewnie nie doświadczysz tego wszystkiego, ale przynajmniej nie podniesiesz sobie poziomu cukru i cholesterolu we krwi.


Składniki:

1 szklanka mąki konopnej lub ziaren konopi zmielonych w młynku do kawy
2 łyżki świeżo zmielonego sezamu
2 łyżki nie zmielonego sezamu
2 łyżki drobno zmielonych pestek dyni i 2 łyżki lekko zmielonych pestek dyni
2 łyżki drobno zmielonych pestek słonecznika i 2 łyżki lekko zmielonych pestek słonecznika
3/4 szklanki wody
1/2 łyżeczki soli
1 lub 2 łyżki oliwy z oliwek
1 lub 2 łyżeczki suszonego oregano
opcjonalnie kurkuma i ostra papryka do smaku

W misce wymieszać wszystkie suche składniki, dodać oliwę i wodę. Mieszać kilka minut. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i równomiernie rozprowadzić na nim masę, aż do uzyskania ok. 3 mm grubości mieszaniny. Masę dosyć trudno się rozprowadza i trzeba znaleźć najbardziej odpowiedni sposób, ja rozprowadzam ją nożem szefa kuchni i plastikową łopatką. Blachę wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy przez 30 minut. Po wyjęciu z piekarnika ostrym nożem dzielimy na mniejsze kawałki, u mnie zwykle są to prostokąty przypominające krakersy. 


poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Lasagna o niskim IG


Przepis na lasagnę jest w naszej rodzinie od kilkudziesięciu lat. Wiąże się z nim pewna historia. Lasagną w tej wersji pewien autentyczny, piękny Włoch podbił serce młodej amerykanki. Podbił serce i znikł. Na całe szczęście (reszty rodziny) na otarcie łez pozostawił przepis. Młode dziewczę stratę chłopaka w końcu przebolało, nie bez znaczenia pewnie był wspomniany przepis, otarło łzy, a od tej pory kolejne pokolenia naszej familii zajadają się tym daniem. Cóż za przykrość kiedy okazuje się, że za sprawą makaronu, danie trafia na listę zakazanych potraw. Żal ściska serce, pojawiają się nawet łzy, ale od czego człowiek ma mózg. Otarł łzy, przebolał stratę, zastąpił ją innym (może nawet lepszym) modelem.


Składniki


warstwa mięsna:
½ kg mielonego mięsa z udźca indyka
2 puszki ciętych pomidorów (jeśli w puszce
jest mało sosu można dodać 250g passaty pomidorowej)
1 mały przecier pomidorowy
1 cebula
1 pęczek bazylii
1-2 ząbki czosnku
2-3 łyżki suszonej bazylii
1-2 łyżki przyprawy włoskiej
warstwa serowa:
250-300 g białego sera ricotta
lub innego podobnego
150 g jogurtu
150 g mozzarelli w kawałku
150 g parmezanu
2 jajka 
½ pęczka zielonej pietruszki


2-3 bakłażany

sól, pieprz do smaku
oliwa do smażenia



Cebulę i czosnek drobno pokroić, na głębokiej patelni rozgrzać oliwę. Cebulę podsmażyć na złoto dodać czosnek i mięso mielone. Smażyć około 8-10 minut. Posolić i popieprzyć do smaku, dodać przyprawę włoską i suszoną bazylię. Smażyć jeszcze chwilę, dodać pomidory w puszce oraz ewentualnie passatę. Dusić na małym ogniu około 30 minut. Pod koniec duszenia dodać przecier pomidorowy i drobno pokrojoną świeżą bazylię razem z łodyżkami. Dusić jeszcze trochę. Sos nie powinien być zbyt rzadki. Ser ricottę wymieszać ze startą mozzarellą, parmezanem i jogurtem. Odrobinę mozzarelli zostawić do posypania lasagne. Do mieszaniny dodać drobno pokrojoną zieloną pietruszkę, całość wymieszać i doprawić do smaku solą i pieprzem. Na koniec dodać jajka i dokładnie wymieszać. Bakłażana pokroić wzdłuż na 1 cm plastry. Na dno prostokątnej formy, wysmarowanej masłem, ułożyć ściśle plastry bakłażana wyłożyć na nie połowę sosu mięsnego, ułożyć drugą warstwę bakłażana i kolejną mięsa,  przykryć ją bakłażanem równie ściśle ułożonym. Na bakłażana położyć mieszankę serów i posypać resztą tartej mozzarelli. Piec w nagrzanym do 200 stopni piekarniku przez około 45 minut. Oczywiście jak normalna lasagna najlepiej smakuje następnego dnia.  



czwartek, 25 lipca 2019

Chleb nie tylko dla diabetyka


Kiedy w sprawie diagnozy i terapii nie zgadzasz się ze swoim POZ, to może tak jak ja, szukasz i szukasz i czasem znajdujesz to o co Ci chodzi. Lubię sprawdzać informacje nie tylko w dziedzinie zdrowia. Śledzę (bo lubię) nowe terapie i odkrycia w sposobie leczenia chorób cywilizacyjnych. Oczywiście nie namawiam do bojkotu oficjalnych przedstawicieli medycyny, ale przecież leczenie to współpraca obu stron. Pewien dziekan wydziału medycznego powiedział świeżo upieczonym studentom, że w czasie studiów opanują olbrzymią ilość wiedzy, która z czasem się zdezaktualizuje. Radził im by zawsze na bieżąco śledzili osiągnięcia nauki i nigdy nie lekceważyli jej osiągnięć w swojej późniejszej pracy. Niestety trudno trafić na takiego lekarza w naszej rzeczywistości.

Prof. Roy Taylor z Uniwersytetu w Newcastle jest jednym z najsłynniejszych specjalistów w dziedzinie diabetologii. W swoich badaniach dowiódł, że obniżenie wagi o 10–15% u pacjentów z cukrzycą typy drugiego pozwala na odstawienie leków u znakomitej większości chorych. Prowadził badania nad idealną dietą dla diabetyków i ma niezwykłe osiągnięcia na tym polu. Pomyślałam, że zamiast zacząć łykać lek, który nie jest wolny od skutków ubocznych, zastosuję jego dietę przez kilka tygodni. Jeśli wszystko pójdzie dobrze uniknę pastylek i cofnę objawy choroby. Dieta ogranicza węglowodany (skrobiowe i cukrowe) do minimum, jest zbilansowana i różnorodna, oparta na warzywach, ale także na produktach zwierzęcych. Szukając pasujących do diety przepisów znalazłam na blogu Iwony Zasuwy przepis na chleb.



Składniki:

300 g niepalonej kaszy gryczanej
25 g drożdży
3 łyżki błonnika witalnego/łupin babki plesznik
2 łyżki świeżo zmielonego siemienia lnianego
1 łyżka suszonych pomidorów
1 łyżka czosnku niedźwiedziego
1ł łyżka ulubionych ziół (ja użyłam bazylii)
1 łyżeczka mielonego kminku
1 łyżeczka czarnuszki/sezamu
1 łyżeczka soli
woda około 2 szklanki
odrobina słodyczy dla drożdży



W niewielkiej ilości ciepłej wody rozpuścić drożdże ze szczyptą cukru/syropem klonowym. Odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Kaszę zmielić na mąkę i wymieszać z resztą suchych składników. Pozostawiając niewielką ilość czarnuszki do posypania chleba. Wyrośnięte drożdże dodać do suchych składników i wymieszać. Do masy dodawać powoli ciepłą wodę, aż do uzyskania masy o konsystencji bardzo gęstej śmietany. Dokładnie wymieszać. Przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia formy keksówki. Posypać resztą czarnuszki lub sezamem i pozostawić pod przykryciem do wyrośnięcia. Nagrzać piekarnik do 180 stopni. Kiedy chleb podwoi swoją objętość wstawić do piekarnika i piec około 60 minut. Autorka przepisu zaleca by przez pierwsze 15 minut zwiększać temperaturę pieczenia do 200 stopni. Przyznam się szczerze, że zdarzyło mi się o tym zapomnieć i zwiększyć temperaturę dopiero na ostatnie pół godziny. Chleb tez się udał i był pyszny.






poniedziałek, 15 lipca 2019

Naleśniki gryczane z nadzieniem z młodego buraka



























Indeks glikemiczny – ten termin nie był mi obcy. Teraz jednak stał się dla mnie priorytetem w ustalaniu menu. Cóż spodziewałam się, że kiedyś to nastąpi, jak mawiał klasyk – taka rodzina. Teoretycznie wiedziałam co można a czego należy unikać, ale kiedy „nadejszła wiekopomna chwila” to trzeba było podszkolić się by przestawić kuchnię na inne tory. Tak powstało danie, które łączy dwa światy. Świat niskich indeksów glikemicznych i świat czerwonych pozycji w tabeli. Wiem że gotowane buraki to wysoki indeks glikemiczny, ale gdy są al dente i młode nie są takie złe (przynajmniej dla mnie).



Naleśniki


300 g. niepalonej kaszy gryczanej
1-2 jajka
2 łyżki oleju ryżowego/oliwy/oleju kokosowego/oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
woda zwykła i gazowana
sól, pieprz i ulubiona przyprawa
(ja dodałam kurkumę i pieprz ziołowy)

Nadzienie

1 pęczek młodych buraków (liście można wykorzystać do przygotowania innego nadzienia podobnego do szpinaku)
1 opakowanie chudego sera typu feta
150 g chudego białego sera
1 szklanka bulionu warzywnego lub soku
z buraka (dla tych którzy mogą)
3 średnie gruntowe ogórki zielone 
1 średnia cebula
duża garść koperku






Naleśnik: kaszę namoczyć na noc w wodzie (wody tyle by na 2 cm przykrywała kaszę). Rano wodę odlać i zmiksować (blenderem) kaszę z dodatkiem wody gazowanej, oleju, jaj i przypraw na gładką masę o konsystencji identycznej jak tradycyjne ciasto naleśnikowe*. Naleśniki smażyć na dobrze nagrzanej i posmarowanej tłuszczem patelni. (Trzeba czekać aż placek łatwo będzie odchodzić od patelni gdy będziemy go przewracać na drugą stronę. Autorka tej wersji naleśników określa to raczej jako suszenie niż smażenie.) 

Nadzienie: buraki obrać pokroić w drobną kostkę i ugotować al dente w bulionie warzywnym (soku z buraka). Ostudzić. Ogórki obrać zetrzeć na tarce o grubych oczkach, cebulę pokroić w drobną kostke, posolić, koperek poszatkować. Połowę fety i cały biały ser pognieść widelcem i wymieszać z resztą składników, przyprawić do smaku. (jeśli lubicie ostrzejszy smak można dodać cała kostkę fety. Nadzieniem smarować naleśniki. Świetnie smakują na ciepło i na zimno.
*Nie podaję konkretnej ilości wody bo jej ilość zależy od kaszy. Robiłam te naleśniki kilka razy i za każdym razem wychodziła mi inna ilość wody.



czwartek, 4 lipca 2019

Chłodnik ogórkowy


Pogoda iście tropikalna. Upalne dni, gorące noce, brakuje tylko krótkich ulewnych i ciepłych deszczy. Apetyt na lody i zimne napoje rośnie, schabowe i pieczone kurczaki zostają daleko w tyle. O czym marzy dziewczyna, gdy mamy taki klimat? O czymś lekkim, niskokalorycznym i łatwym do przygotowania. O czymś, czego można zrobić dużo , schować w lodówce i sięgać tam gdy tylko się zgłodnieje. O chłodniku.







Składniki:

1 litr maślanki
1/2 szklanki śmietany 18%
0,5-0,75 kg małych ogórków
1 szklanka orzechów włoskich
1/3 pęczka koperku
1 duży ząbek czosnku
sól, pieprz do smaku





Ogórki obrać, 2-3 zetrzeć na tarce o drobnych oczkach i lekko posolić. Resztę pokroić w małą kostkę. Koperek poszatkować tak jak lubicie (ja lubię dość drobno). Czosnek utrzeć z solą. Orzechy zalać gorącą wodę, obrać ze skórki i drobno pokroić. Wszystkie składniki włożyć do miski, wymieszać i doprawić do smaku. Dodać maślankę i śmietanę. Jeśli chłodnik będzie za gęsty można dodać jeszcze śmietany lub nawet odrobinę przegotowanej zimnej wody. Całość wstawić do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na całą noc. Podawać z dodatkiem prażonych orzechów i np. kilkoma listkami rukoli.




sobota, 29 października 2016

Ryba w szaliku z szynki parmeńskiej i z kołderką z puree kalafiorowego


Czas wyciągania szalików i czapek nadszedł. Parasol staje się nieodłącznym wyposażeniem nie tylko damskiej torebki. Swoją drogą to co noszę w torebce nawet mnie zadziwia. Wprawdzie nie znajdę tam „francuza” (jak pewna pisarka), ale śrubokręt, choć mały, mnie nie zaskoczy. Szalik, rękawiczki nie dziwią a zdarza się, że są tam nawet latem. Podręczny zestaw do szycia, manikiuru, czy wojskowy niezbędnik (komplet sztućców) to już coś innego. Po co to wszystko, a tak na wszelki wypadek. Dziś wprawdzie trudno uwierzyć w czasy, gdy np. sztućce nie były na wyciągnięcie ręki, to jednak, kto wie czy te czasy nie wrócą. Ja i moja wielka torba jesteśmy przygotowane.



Składniki:
Po 4 plastry szynki parmeńskiej na osobę
20-25 cm fileta z ryby (ja użyłam dorsza) na osobę
suszony czosnek niedźwiedzi
sól i pieprz

Pure kalafiorowe:
1 mały kalafior
1 ziemniak
sól, pieprz
1 łyżka musztardy (angielskiej lub francuskiej)



Rybę pozbawić skóry* i ości. Delikatnie posolić pamiętając, że szynka parmeńska jest dość słona i posypać przyprawami. Szynkę ułożyć na 1 cm zakładkę, rybę ułożyć na niej (w poprzek plastrów). Zawinąć dokładnie rybę szynką. Smażyć na rozgrzanej patelni po kilka minut z każdej strony. Podawać z pure z kalafiora. Kalafiora podzielić na różyczki, ziemniaka obrać. Wszystko ugotować w niewielkiej ilości osolonej wody do miękkości. Ugotowane warzywa przecisnąć przez praskę do ziemniaków lub ubić tłuczkiem na niezbyt gładką masę. Dodać musztardę i ewentualnie masło.


*Z pozostałej zdjętej rybiej skóry można przygotować chrupiące chipsy przydatne do ozdoby dania.