Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pikantna przekąska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pikantna przekąska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 września 2019

Krakersy (podpłomyki) z nasion konopi

Sięgając wzrokiem, aż po horyzont, widzę krewnych i znajomych królika ulegających magii reklamy. Nie twierdzę, że nigdy nie uległam, bo jak mawiał klasyk: kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem. Reklamy obiecują cudowną zabawę, ciekawsze relacje z otoczeniem, nowych przyjaciół, a nawet wielką miłość, jeśli tylko wejdziesz w posiadanie produktu ICH wiodącej marki. Pal licho pieniądze jeśli możesz przeżyć coś wyjątkowego kupując TO CUDO. Świat stanie się lepszy, życie łatwiejsze, gdy sięgniesz do torebki, pudełka po właśnie TEGO chipsa, krakersa czy ciasteczko. Sięgając po naszą propozycję pewnie nie doświadczysz tego wszystkiego, ale przynajmniej nie podniesiesz sobie poziomu cukru i cholesterolu we krwi.


Składniki:

1 szklanka mąki konopnej lub ziaren konopi zmielonych w młynku do kawy
2 łyżki świeżo zmielonego sezamu
2 łyżki nie zmielonego sezamu
2 łyżki drobno zmielonych pestek dyni i 2 łyżki lekko zmielonych pestek dyni
2 łyżki drobno zmielonych pestek słonecznika i 2 łyżki lekko zmielonych pestek słonecznika
3/4 szklanki wody
1/2 łyżeczki soli
1 lub 2 łyżki oliwy z oliwek
1 lub 2 łyżeczki suszonego oregano
opcjonalnie kurkuma i ostra papryka do smaku

W misce wymieszać wszystkie suche składniki, dodać oliwę i wodę. Mieszać kilka minut. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i równomiernie rozprowadzić na nim masę, aż do uzyskania ok. 3 mm grubości mieszaniny. Masę dosyć trudno się rozprowadza i trzeba znaleźć najbardziej odpowiedni sposób, ja rozprowadzam ją nożem szefa kuchni i plastikową łopatką. Blachę wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy przez 30 minut. Po wyjęciu z piekarnika ostrym nożem dzielimy na mniejsze kawałki, u mnie zwykle są to prostokąty przypominające krakersy. 


środa, 17 sierpnia 2016

Bakłażanowe roladki



Wakacje to czas odpoczynku, relaksu i spokoju. Planujemy, obmyślamy i czekamy na nie cały rok. Kiedy już się doczekamy to może być różnie. Możemy zaplanować sobie niewielki i teoretycznie prosty remont, który nieoczekiwanie zmienia się w bardzo poważne przedsięwzięcie. Do tego dokładają się problemy logistyczne pewnego popularnego sklepu  z wyposażeniem mieszkań i w taki oto sposób kuchnia nadal nadaje się do wydawania jedynie zimnego bufetu. Dopadły nas uroki szalonego pomysłu na wakacyjny remont kuchni i ratowanie rozpadającego się pomieszczenia gospodarczego. 

 

Składniki:
2 średnie bakłażany
150-200 g sera feta
150 g sera typu włoskiego
100-150 g orzecha włoskiego
ostra papryka w proszku
sól, pieprz do smaku
olej ryżowy do smażenia

Bakłażany umyć, osuszyć i pokroić wzdłuż na plastry o grubości około 5 mm. Posolić, odstawić na 5-10 minut. Rozgrzać patelnię lub posłużyć się grillem. Każdy plaster osuszyć, skropić olejem ryżowym i smażyć każdą stronę do zrumienienia (w przypadku grilla do pojawienia się wyraźnych pasków). Odstawić do ostygnięcia. Przygotować masę serową: orzechy drobniutko pokroić, sery ugnieść widelcem i wszystko dokładnie wymieszać. Każdy plaster bakłażana oprószyć delikatnie ostrą papryką i cienko posmarować masę serową. Zwijać ciasno w ruloniki i układać w naczyniu. Całość zalać mieszanką oliwy z oliwek z odrobiną musztardy i garstką posiekanych listków młodej gorczycy. Gorczycę można zastąpić zieloną natką pietruszki.  




wtorek, 14 października 2014

Bakłażan na sposób odesski

Rodzinne korzenie sięgają z jednej strony do Odessy, z drugiej zaś podobno nawet do Włoch i Hiszpanii. Pewnie dlatego uwielbiam gorące i słoneczne lato, co do srogiej zimy, to wolałabym nie wyrażać swojego zdania by nie używać słów powszechnie uznawanych za obraźliwe. Pewnie też z tego powodu mam sentyment do potraw z tamtych rejonów, a szczególnie gdy jest mi dane spróbować oryginału. Tego przepisu strzeżono w rodzinie jak relikwii. Strzeżono do tego stopnia, że jeśli ktoś opuszczał rodzinną Odessę nie miał szans na poznanie go. Mógł jedynie próbować odtworzyć smak na podstawie wspomnień. Prawo do tej wiedzy mieli tylko Ci którzy zostali w tym pięknym mieście. Przepis był podawany z ust do ust tylko najstarszemu potomkowi, który przyrzekał nie opuszczać miasta i tym samym stawał się strażnikiem rodzinnych tajemnic. Może to prawda, może nie, ale przepis dostałam właśnie stamtąd i tylko ja wiem ile zabiegów mnie to kosztowało. Wiem też, że skoro przepis opuścił Odessę to „strażnik” uznał że można go upublicznić.




Składniki:
5 kg bakłażana
500-800 g czerwonej papryki
3 papryczki chilli
150 g czosnku (2-3 główki)
2,5 łyżki cukru
1 łyżka soli
1 szklanka octu winnego ja użyłam jabłkowego
1 szklanka oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia (w oryginale olej słonecznikowy tłoczony na zimno)
sól i oliwa do smażenia bakłażana (klarowane masło lub oryginalnie olej słonecznikowy)



Bakłażana umyć i pokroić w plastry grubości około 1 cm. W dużej misce układać warstwami obficie soląc każdą warstwę. Odstawić na kilka godzin obciążone kamieniem (ja odstawiłam na całą noc i obciążyłam garnkiem z wodą). Następnego dnia plastry odciśniętego bakłażana smażyć na rumiano z obu stron na mocno rozgrzanej oliwie/klarowanym maśle/oleju słonecznikowym z pierwszego tłoczenia*. Paprykę, chilli umyć, usunąć pestki i szypułki, czosnek obrać. Wszystko razem zblendować. Do powstałego sosu dodać sól, cukier, ocet i oliwę. Ja sos-zalewę zagotowałam, oryginalnie tego się nie robi. W wyparzonych słoikach układać na przemian plaster bakłażana i 2-3 łyżki sosu. Słoiki zamykać na spirytus i pasteryzować około 25-30 minut. Bakłażan jest gotowy do jedzenia po 2 tygodniach, ale im dłużej stoi tym jest lepszy.


* Bakłażan chłonie podczas smażenia spore ilości tłuszczu na którym się smaży więc warto by był on dobrego gatunku.   


poniedziałek, 7 października 2013

Czerwono-zielono-białe – nadziewane papryczki chilli inspirowane The Naked Chef

Zastanawiałam się długo co przygotować na kolejną batalię z Bistro de Jenna. Temat: kolory czerwony, zielony i biały. Nagle poczułam się jak pomysłowy Dobromir, któremu pomysł, jak mała piłeczka, kiełkuje w głowie i ... BUM jest.
Przecież od lat, o tej porze roku, przygotowuję nadziewane papryczki chili. Czerwone, zielone nadziane białym. Tak intensywnie myślałam, że nie zauważyłam, jak termin batalii przeszedł obok mnie.


Składniki*:
Około 1 kg papryczek chili z przewagą czerwonych**
1 litr oliwy z oliwek (nie musi być z pierwszego tłoczenia)
około 700 mil oliwy z pierwszego tłoczenia

Nadzienie I (na około 1 kg papryczek)
500-700 g sera feta
słoiczek pesto (190 g)
½ słoiczka kaparów (słoiczek 200 g)
lub
Nadzienie II (na około 1 kg papryczek)
500-700 g sera feta
2 garście orzechów włoskich
½ pęczka drobno pokrojonej zielonej pietruszki/koperku


Założyć rękawiczki, papryczkom odkroić tzw. łebki, usunąć nasionka. Ułożyć je w naczyniu żaroodpornym i piec pod przykryciem w nagrzanym do 180 C piekarniku przez 50-60 minut. Długość pieczenia zależy od używania termoobiegu (z termoobiegiem pieczemy krócej). Papryczki pozostawić w oliwie do ostygnięcia. Oliwę zlać do ciemnych szklanych butelek. Przyda się idealnie do sałatek, makaronów, pizzy czy np. smażenia aromatycznej pikantnej jajecznicy. Przygotować nadzienie mieszając rozdrobnioną widelcem fetę z pesto i drobno pokrojonymi kaparami. Napełniać papryczki i ścisło układać je w dużym pojemniku. Pięknie wyglądają w szklanych słojach z „szerokim wejściem”. Niestety nie mieszczą się w mojej lodówce w takich pojemnikach. Ułożone papryczki zalać oliwą exstra vergine i odstawić na 1 dzień do lodówki. Doskonałe jako przekąska do drinków.

Nadzienie II
Orzechy drobno posiekać razem z pietruszką. Wymieszać z rozdrobnioną widelcem fetą. Jeśli nadzienie wyda Wam się za suche dodajcie łyżeczkę oliwy z pieczenia papryczek.

*Proponuję pierwszy raz robić papryczki z połowy składników.

** Kupujcie papryczki zdrowe, jędrne i jednakowych wymiarów. Raczej krótsze i szersze niż chude i długie. Łatwiej się je napełnia.


Uwaga: jeśli zostanie wam nadzienia to można go wykorzystać jako farsz do ravioli.