Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 lipca 2019

Chłodnik ogórkowy


Pogoda iście tropikalna. Upalne dni, gorące noce, brakuje tylko krótkich ulewnych i ciepłych deszczy. Apetyt na lody i zimne napoje rośnie, schabowe i pieczone kurczaki zostają daleko w tyle. O czym marzy dziewczyna, gdy mamy taki klimat? O czymś lekkim, niskokalorycznym i łatwym do przygotowania. O czymś, czego można zrobić dużo , schować w lodówce i sięgać tam gdy tylko się zgłodnieje. O chłodniku.







Składniki:

1 litr maślanki
1/2 szklanki śmietany 18%
0,5-0,75 kg małych ogórków
1 szklanka orzechów włoskich
1/3 pęczka koperku
1 duży ząbek czosnku
sól, pieprz do smaku





Ogórki obrać, 2-3 zetrzeć na tarce o drobnych oczkach i lekko posolić. Resztę pokroić w małą kostkę. Koperek poszatkować tak jak lubicie (ja lubię dość drobno). Czosnek utrzeć z solą. Orzechy zalać gorącą wodę, obrać ze skórki i drobno pokroić. Wszystkie składniki włożyć do miski, wymieszać i doprawić do smaku. Dodać maślankę i śmietanę. Jeśli chłodnik będzie za gęsty można dodać jeszcze śmietany lub nawet odrobinę przegotowanej zimnej wody. Całość wstawić do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na całą noc. Podawać z dodatkiem prażonych orzechów i np. kilkoma listkami rukoli.




czwartek, 21 lutego 2019

Zupa z kukurydzy


Dzieci rosną i rosną i pewnego dnia „opuszczają gniazdo”. Jak mądrze przygotować je do samodzielności? Jak zaszczepić w nich dobre nawyki, choćby do zdrowego żywienia? Jak to zrobić i nie narazić się na zarzut przynudzania? Mojej Mamie, Babci, Ciotkom – wychowywałam się w wielopokoleniowej rodzinie – chyba się to udało. Prawdę powiedziawszy nie wiem jak to zrobiły, nie pamiętam żadnych pogadanek, prelekcji, czy skomplikowanych zajęć praktycznych. Teraz zachodzę w głowę czy ja też właściwie wyposażyłam swoje potomstwo. Myślę i myślę, a tu na stół wjeżdża miska pysznej, gorącej i bosko pachnącej zupy. Uff Chyba jednak się udało i też obyło się bez nudnych prelekcji i przymuszania do ćwiczeń praktycznych. Można (chyba) odetchnąć z ulgą, że przynajmniej w temacie odżywiania dadzą radę.


Składniki:
0,5 kg mrożonych ziaren kukurydzy
lub 2 słoiki eko kukurydzy
2 średnie ziemniaki
1 duża cebula
1 średnia marchew
2 łyżki masła/oleju ryżowego
1,5 łyżeczki kurkumy
2-2,5 litra bulionu warzywnego
sól, pieprz do smaku



Cebulę obrać, pokroić w niezbyt małą kostkę, osolić i podsmażyć na łyżce oleju ryżowego na złoto. W garnku rozpuścić masło (na maśle smakuje znacznie lepiej, jeśli nie używacie masła można zastąpić go innym wege tłuszczem), wrzucić kukurydzę, posolić i dusić ją około 10-15 minut, mieszając żeby się nie przypaliła. Dodać startą na tarce na grubych oczkach marchewkę i kurkumę, dusić jeszcze około 5 minut. Podduszoną kukurydzę z marchewką zalać bulionem, do całości dodać cebulę, zagotować. Ziemniaki obrać i pokroić w kostkę, dodać do zupy. Całość gotować około 20-25 minut. Gotową zupę zmiksować, przyprawić solą i pieprzem. Podawać np. z dodatkiem prażonej kukurydzy.



środa, 9 stycznia 2019

Ramen na skróty (wegański)

Pojawiasz się i znikasz, i znikasz to tekst pewnej piosenki, który niezwykle pasuje do tej sytuacji. Zniknęliśmy na chwilę, mieliśmy nabrać dystansu, odpocząć, a jak to zwykle bywa, chwila nieco się przedłużyła. Przez te 1,5 roku nie przeszliśmy na odżywianie energią pochodzącą z promieni słonecznych, choć lato było wyjątkowo gorące, jedliśmy i to czasem nawet sporo. Blogowanie przestało być najważniejsze, z miejsca na pudle zepchnęły je całkiem nowe wyzwania. Wróciliśmy bo: po pierwsze brakowało nam tego, po drugie mamy nowe pomysły, po trzecie i po czwarte wkurzają nas ceny proponowane w niektórych „modnych” knajpkach. Ceny całkiem nie adekwatne do wartości użytych składników i włożonej pracy oraz talentu. Po piąte, bo nowe wyzwania już się zestarzały i okrzepły, a po szóste, taka była wola nieba.



Składniki: 

Wywar
2 pietruszki
1 marchewka
0,5 selera
1 cebula
2 ząbki czosnku
0,5 średniego pora
ok. 1 cm imbiru pokrojonego w plasterki
2-3 liście laurowe
1 szt. prasowanych glonów nori pokrojonych w paski
garść glonów wakame lub kombu
sos sojowy
ok. 2 litry wody
Makaron ramen świeży lub suszony 400 g (ok 100 g. na osobę)
do przybrania
2-4 grzyby shitake
grzyby shimeji lub enoki
kiełki np. soi, fasoli mung lub sałata mizuna
sezamowy olej chil lub chili suszone (opcjonalnie)




Warzywa obrać (jeśli są eko to wystarczy dobrze wymyć). Włożyć do dość sporego garnka, zalać wodą, dodać przyprawy i glony. Doprowadzić do wrzenia i zmniejszyć moc kuchenki na minimalną (u nas 2). Gotować pod przykryciem 1,5-2 godziny. Po ugotowaniu odcedzić zupę przez gęste sito, dodać sos sojowy do smaku. Można też użyć pasty miso, lub oleju chili.
Wybrane grzyby poddusić kilka minut na patelni z niewielką ilością oleju ryżowego.
Makaron ugotować wg przepisu na opakowaniu.

W miseczce ułożyć sporą część makaronu, zalać wywarem i przybrać duszonymi grzybkami oraz kiełkami, mizuną, młodym groszkiem, szczypiorkiem. Podawać koniecznie z kawałkami glonów nori.
Ramen ma tyle możliwości podania ilu składników dodatkowych chcecie użyć. Może być vege ale może też być całkiem mięsny. To trochę taki nasz stary dobry rosół z niezwykłymi dodatkami.





środa, 18 stycznia 2017

Zupa z resztek bardzo krewetkowa


Nigdy nie lubiłam wyrzucania jedzenia, zapewne mam to po Mamie i Babci, które bardzo szanowały to na co zdobywały, z niemałym trudem, w sklepach spożywczych. Od wieków w rodzinie planowano jadłospisy i zakupy tak by nie marnować jedzenia. Podobno w przeciętnym domu do kosza trafia 30% jedzenia, a ile z tego dałoby się jeszcze wykorzystać? Według ekspertów Federacji Polskich Banków Żywności nawet 2/3 tego co trafia do kosza można jeszcze uratować. Warsztaty w Akademii Kurta uświadomiły mi jakie cuda mogą powstać z tzw. odpadów i w ilu daniach można wykorzystać jeden produkt jeśli tylko dokładnie się to przemyśli. Dziś otwierając cykl recycling w kuchni pokażemy pierwsze efekty szacunku do produktu.


Składniki:

1 litrowa torba zamrożonych resztek warzyw*
resztki po filetowaniu ryby (w naszym przypadku to był łosoś)
litrowa torba zamrożonych skorupek z ok. 1,5 kg krewetek**
2 cebule
1 marchew
1 pietruszka
1/3 średniego selera
2-3 kostki masła
8 kuleczek ziela angielskiego
5-6 liści laurowych
garść czarnego pieprzu
2 łyżki oleju ryżowego
1 ostra papryczka chili
100 ml. brandy
śmietana (mistrz używa tylko 36%)
sól do smaku


*w torbie znalazły się: obierki z umytych warzyw (marchwi, pietruszki, selera, ziemniaków), głąb kapusty, zielone części pora, łodyżki natki pietruszki, kawałki selera naciowego, brukselka, to co zostało z czosnku po wyciśnięciu go przez praskę i kawałki cebuli. Wszystko to co wcześniej bym wyrzuciła.
** kraby, krewetki i łosoś są różowe dzięki astaksantynie, która dla nas jest silnym antyoksydantem który nie ulega zmianie w oksydant. Astaksantyna jest silnym lekiem przeciwzapalnym i przeciwbólowym,  pomaga w retinopatii cukrzycowej, zwyrodnieniu plamki żółtej oraz przy zmęczeniu oczu jak również nawilża skórę, nadaje jej gładkość, elastyczność, usuwa drobne zmarszczki i plamy. Wyrzucając do kosza skorupki z krewetek, krabów czy homara pozbywamy się tego cennego składnika.








Do dużego garnka wrzucić zamrożone resztki warzyw,  resztki ryby (jeśli oczywiście ja macie) i połowę przypraw. Zalać wodą, doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć ogień i gotować na maleńkim ogniu (podobnie jak rosół) około 4-5 godzin. Krewetkowe resztki zmielić w maszynce lub utłuc w moździerzu. Cebulę, marchew, pietruszkę i selera obrać (obierki wrzucić do garnka z wywarem) i pokroić na niezbyt małe kawałki. W płaskim sporym rondlu rozgrzać olej, wrzucić warzywa i przyprawy, posolić i smażyć około 10-15 minut mieszając. Dodać zmielone skorupki krewetek (surowych lub poddanych już obróbce termicznej). Smażyć jeszcze kilka minut i dodać masło. Zmniejszyć ogień i dusić tak około 1-1,5 godziny, mieszając co jakiś czas. Pod koniec dodać brandy i flambirować. Powstałe masło krewetkowe przecedzić przez gęste sito. Masło przyda się do innej potrawy (o tym wkrótce). To co zostanie na sicie wrzucić do gotującego się wywaru. Razem z resztkami krewetek wywar powinien gotować się jeszcze około 1,5 godziny. Po tym czasie zupę przecedzić dokładnie odciskając (ja to co zostało już wyrzuciłam, mistrz zalał jeszcze raz wodą i dołożył kolejną porcję resztek warzywnych). Przecedzoną zupę można podać na kilka sposobów. Ja bazę przelałam do trzech litrowych słoików i zapasteryzowałam.
To co zostało podałam na sposób pierwszy.

  1. Do bazy zupy dodać śmietanę i przyprawić do smaku świeżo mielonym pieprzem. Podawać z grzankami
  2.  Do bazy zupy dodać mały przecier pomidorowy i podawać z kluseczkami kładzionymi lub ostrymi pulpecikami z ryby.
  3.  Do bazy zupy dodać śmietanę, 1/3 szklanki białego wina i bardzo drobno pokrojoną ostrą papryczkę. Podawać z posiekaną natka pietruszki.

piątek, 30 września 2016

Zupa z dyni Muscat de Provence



Sezonowo i lokalnie to bardzo dobry pomysł na dobór produktów, ale czy to powinno nam wystarczyć? Do 100 km od miejsca zamieszkania nie dostałabym ryby morskiej, niektórych owoców czy nawet pieprzu. Prawdę powiedziawszy z solą tez miałabym problem. Czy zatem sezonowo i lokalnie powinno triumfować zawsze i wszędzie, a może warto postarać się o kompromis. Wydaje się, że przynajmniej w tej sprawie łatwo będzie go osiągnąć. Póki co żadna ustawa nie zakazuje mi kupowania i jedzenia produktów wytwarzanych poza magicznym kręgiem 100 kilometrów.

 


Składniki:
kawałek dyni Muscat de Provence – około 1 kg
1 duża marchew
1 średnia pietruszka
½ małego selera
1 duża cebula
½ pęczka kolendry
20-25 cm białej części pora
1 łyżka curry
1 łyżka kurkumy
1 łyżeczka imbiru
½ -1 łyżeczka pieprzu cayenne
1 łyżka oleju kokosowego
1 litr bulionu warzywnego
sól, pieprz do smaku






Warzywa umyć, obrać i pokroić niezbyt drobno. W garnku rozgrzać olej wrzucić cebulę i pora. Podsmażyć, dodać przyprawy (curry i kurkumę) i gdy będzie czuć ich aromat dorzucić resztę warzyw wraz z dynią. Smażyć chwilę (3-4 minuty) mieszając. Wlać do garnka bulion warzywny lub wodę (wtedy potrzebna będzie ekologiczna kostka bulionowa), dodać pocięte łodyżki kolendry. Zupę gotować do miękkości warzyw. Zmiksować, doprawić imbirem i pieprzem cayenne,  posypać świeżą kolendrą.




środa, 21 stycznia 2015

Pierożki z nadzieniem z brukselki

Właściwie powinnam przepis ten opatrzeć innym tytułem, bo pierożki te pałaszujemy w zupie miso, która zajadamy się od tygodni. Jest pyszna doskonała i szybka w przygotowaniu trzeba tylko kupić dobrą pastę miso. Z tym nie ma właściwie teraz większego kłopotu, jest dostępna we wszystkich internetowych sklepach z żywnością orientalną. Podobno jest bogata w białko i niezliczona ilość witamin „Przy tradycyjnej produkcji pasty miso miesza się ze sobą rozgniecioną gotowaną soję z gotowanym zbożem (ryżem lub jęczmieniem), dodaje się soli i odpowiednią ilość bakterii koji, a następnie mieszanina ta leżakuje przez przynajmniej pół roku.” cytat ze strony http://www.seremet.org/miso.html.



Składniki:
Zupa:
włoszczyzna wraz z kapustą
opieczona cebula w łuskach
pęczek zielonej pietruszki
2-3 łodyżki selera naciowego
4 litry wody
2 łyżki pasty miso

Nadzienie:
2,5 szklanki ciętej w plasterki brukselki
1 duża cebula
puszka ciętych pomidorów
oliwa/łyżka masła klarowanego
sól, pieprz do smaku



Ciasto:
2 ½ szklanki maki
1/2 szklanki wrzącej wody
szczypta soli
1 łyżka oliwy (nie koniecznie)


Przygotować warzywny rosół: włoszczyznę umyć obrać włożyć do garnka wraz z resztą składników i zalać wodą, osolić. Zagotować i na małym ogniu gotować pod przykryciem (im dłużej tym lepiej). Ja zwykle gotuje wywar wieczorem około 2 godzin i zostawiam do wystygnięcia. Następnego dnia odcedzam wywar i zagotowuję go, a do gorącego dodaję 2 łyżki pasty miso.  Jeśli ten smak wyda Wam się zbyt intensywny można taką mieszankę zagotować, ale podobno wtedy traci się wszystkie dobroczynne składniki pasty miso.
Nadzienie: Cebulę obrać, pokroić w drobną kostkę. Na patelni rozgrzać oliwę lub masło (można zastosować mieszankę oliwy z masłem). Wrzucić lekko osolona cebulę, zeszklić. Dodać brukselkę, przyprawić solą i pieprzem (można dodać ulubione zioła) i na niewielkim ogniu dusić, aż brukselka zmięknie. (około 8-10 minut). Krojone pomidory odcedzić z zalewy i dodać do brukselki. Dusić jeszcze około 4-5 minut. Odstawić do ostygnięcia. Przygotować ciasto na pierogi:  do maki dodać sól i cieniutkim strumieniem wlewać wrząca wodę jednocześnie mieszając nożem z mąkę. Kiedy cała woda połączy się z mąką dodać ewentualnie oliwę i wyrabiać ciasto, aż stanie się gładkie i elastyczne oraz nie będzie kleić się do rąk. Ciasto powinno być gładkie i łatwo się rozwałkowywać.  Z rozwałkowanego na grubość około 0,5 cm (lub cieniej) ciasta wykrawać szklanka krążki, nakładać nadzienie, zlepiać i gotować w osolonej wodzie aż wypłyną.
Podawać w rosole warzywnym, drobiowym, zupie miso lub jako samodzielne danie z ulubiona surówką.


środa, 3 grudnia 2014

Zupa z pieczonych jabłek i ziemniaków

Wiele łez wylała moja koleżanka i sąsiadka z kolonijnego stolika nad talerzami zup owocowych. Serdecznie musiała ich nie cierpieć, a w szczególności zupy jabłkowej, nad talerzem której z jej pięknych niebieskich oczu tryskały fontanny łez. Zupy faktycznie na kolana nie rzucały, ot zwykły kompot z kluskami, ale żeby wywoływały aż takie emocje. Dziwiło to wszystkich uczestników kolonii poza niewzruszonym personelem, który twardo stał na stanowisku opróżniania talerzy do czysta. Gdyby nie jej rzęsiste łzy, zwracające uwagę, sprawę dałoby się jakoś załatwić, ale szloch niosący się po stołówce całkowicie na to nie pozwalał. Można przecież wymienić talerz z entuzjastą zupy i po krzyku, ale zaistniała sytuacja przekreślała jakiekolwiek plany wymagające raczej odwrócenia uwagi od zainteresowanej. Zupę do której zachęciła mnie Bea dedykuję wszystkim, dla których zupy owocowe są przykrym wspomnieniem z dzieciństwa.







Składniki:
3 średnie jabłka
3 średnie ziemniaki
2 duże pietruszki
2 łyżki oliwy
2 łyżki majeranku
3 ząbki czosnku
3 kulki ziela angielskiego
3 litry bulionu warzywnego
sól, pieprz do smaku






Przygotować bulion warzywny lub taki jak z przepisu na zupę z białych warzyw pieczonych (http://dzemdzus.blogspot.com/2014/11/zupa-krem-z-pieczonych-biaych-warzyw.html) z dodatkiem ziela angielskiego. W tym czasie jabłka pozbawić gniazd nasiennych, pietruszkę obrać a ziemniaki umyć i obrać (ja nie obierałam). Jabłka pokroić na 4 a ziemniaki na 8 części, pietruszkę w plastry. Włożyć wszystko na blaszce, posolić i połać oliwą oraz obficie posypać majerankiem. Dorzucić nie obrane ząbki czosnku i piec w nagrzanym do 180C piekarniku aż ziemniaku będą prawie dobre. Kiedy pieczenie będzie dobiegało końca przecedzić wywar, doprawić do smaku i wrzucić do niego upieczoną pietruszkę, jabłka i ziemniaki razem z oliwą w której się piekły. Czosnek wycisnąć z łupiny i gotować zupę jeszcze około 10-15 minut. Gotową zmiksować, podawać z chipsami jabłkowymi lub pietruszkowymi.


Uwaga: Zupa doskonale smakuje z dodatkiem curry i kuminu czy jak proponuje Bea z dodatkiem białego wina i boczku.


piątek, 14 listopada 2014

Zupa krem z pieczonych białych warzyw






Podstawą tradycyjnych polskich zup zwykle bywa wywar z mięsa lub kości i warzyw. Coś co przyprawiłoby o zawał serca każdego wegetarianina dla przeciętnego mięsożercy jest oczywiste: zupa = mięsny wywar. Szukając natchnienia, przeglądałam babciny brulion i byłam pewna, że w dziale zup nie znajdę nic wegetariańskiego. Pamiętając smak babcinej ogórkowej doznałam szoku widząc, zapisane jej ręką, składniki tej zupy. Nie znalazłam w nich tego czego tam się spodziewałam. Ale o ogórkowej innym razem. Nie wiem jak to się stało, ale bazą wielu zup z brulionu jest wywar, którego użyłam do wegetariańskiej wersji kremowej zupy z białych warzyw. Teraz już rozumiem dlaczego w babci kuchni znaleźć można było zawsze suszone łodyżki naci pietruszki, nać selera czy łodyżki lubczyku.

Składniki:

Wywar
1 pęczek natki pietruszki + garść suszonych łodyżek
1 duży por
1-2 łodygi lubczyku
1-2 liście naci selera (nie koniecznie)
2-3 łyżki sosu sojowego
4-5 litrów wody

Warzywa do zupy
4-5 małych pietruszek
1/2 selera
1 cebula
1 główka czosnku
2-3 różyczki kalafiora
1 ziemniak
sól, pieprz do smaku
olej rzepakowy z pierwszego tłoczenia


Do garnka wlać wodę, włożyć wszystkie składniki na wywar, dodać sos sojowy. Zagotować i zmniejszyć ogień (moja kuchenka ma 10 stopniową skalę – ja gotuję ten wywar na pozycji 5). Wywar gotuje się tyle czasu ile potrzeba do przygotowania warzyw. Piekarnik nastawić na 190C. Warzywa umyć. Pietruszki, cebulkę, selera obrać pokroić wzdłuż na mniejsze części. Główkę czosnku przekroić w poprzek, różyczki kalafiora podzielić na drobniejsze kawałki. Wszystko ułożyć na blaszce, posolić i obficie skropić oliwą. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec 40-45 minut. Upieczone warzywa (oprócz czosnku) dodać do przecedzonego wywaru i gotować jeszcze około 6-8 minut. Zdjąć z ognia dodać wyciśnięte z łupin ząbki czosnku i całość zmiksować. Podawać z dodatkiem prażonych ziaren dyni lub popcornem. Można przyprawić odrobiną kurkumy.  


wtorek, 1 lipca 2014

Substytut słońca - żółta zupa wg. Nigelli

Kremowa, ciepła i słoneczna. Ta zupa to kwint esencja lata. Jest dla wszystkich spragnionych letnich klimatów. Kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, na zdjęciu, wiedziałam, że jest najbardziej optymistyczną z zup jakie widziałam. Byłam pewna, że koniecznie muszę jej spróbować. Wiedziałam, byłam pewna i... no i zapomniałam o niej na kilka lat. Zamiast zupy powinnam chyba w mojej diecie zadbać o więcej składników poprawiających pamięć. Ostatnio na straganie zobaczyłam podstawowy jej składnik i pamięć wróciła. Tym razem nie odłożyłam przygotowania zupy na później, postanowiłam iść za ciosem. Kupiłam składniki i wzięłam się do dzieła, a jako że ostatni weekend miał być słoneczny, ale jakoś nie bardzo to wyszło, zupa stała się świetnym substytutem słońca.



Składniki:
2 żółte cukinie
biała część pora lub jedna mała cebula
1 puszka kukurydzy
1 duża żółta papryka
1 solidna łyżeczka kurkumy
2-3 liście curry i liście limonki kaffir (opcjonalnie)
½ litra bulionu warzywnego (ja wykorzystałam mieszankę wody po gotowaniu młodych ziemniaków i fasolki szparagowej)
sól i pieprz do smaku
skórka starta z 1 cytryny (nie koniecznie)
1 łyżka masła
1 łyżka oleju rzepakowego






Cebulę/pora obrać, pokroić, posolić i wrzucić na rozgrzany na patelni olej. Podsmażyć chwilę, dodać pokrojona na kawałki paprykę. Smażyć aż w kawałeczki papryki lekko będzie wchodził widelec. Wtedy zrobić na środku patelni miejsce i wrzucić kurkumę, a chwile potem pokrojona (nie obrana) cukinię. Dodać masło, zmniejszyć ogień i dusić pod przykryciem, aż cukinia zmięknie. W garnku zagotować bulion (lub tak jak ja mieszaninę z gotowania młodych warzyw), do gotującej dodać zawartość patelni, odsączona kukurydzę, liście curry i ewentualnie starta skórkę z cytryny. Gotować jeszcze około 20-25 minut. Spróbować i przyprawić do smaku solą i pieprzem (jeśli wyda wam się mało esencjonalna można dodać domową kostkę rosołową). Zupę zmiksować i podawać udekorowaną prażonymi ziarenkami lub np. prażoną kukurydzą.  


piątek, 31 maja 2013

Dzika kremowa zupa z ekologicznego szczawiu

 
Brodząc w morzu mniszka lekarskiego wypatrzyłam piękny, młodziutki dziki szczaw. Weekendowa karta dań, z powodu obłożenia pracami polowymi i dostępności jedynie dwupalnikowej kuchenki elektrycznej oraz grilla (jeśli jest więcej czasu), jest ograniczona. Taka zupa będzie jak znalazł.

Składniki (na 2 duże talerze):
3–4 garście dzikiego szczawiu*
3 szklanki lekkiego rosołu**
1 ziemniak lub duża garść ryżu (opcjonalnie)
1 pietruszka
1 mała cukinia
1/4 małego selera
sól, pieprz do smaku
jogurt lub śmietana
2 jajka

W rosole ugotować warzywa starte na grubej tarce (dla zaoszczędzenia czasu) i ewentualnie ryż. W tym czasie opłukane same listki szczawiu zblanszować w niewielkiej ilości rosołu, lub w osolonej lekko wodzie. Zmiksować albo przetrzeć przez sito. Ja kiedy nie mam dostępu do blendera po prostu drobno kroję listki przed zblanszowaniem. Ugotowane w rosole warzywa i ewentualnie ryż również zmiksować. Obie części przyszłej zupy połączyć ze sobą, zagotować, przyprawić do smaku i podawać z ulubionymi dodatkami: jogurtem, jajkiem czy bekonowymi chrupkami.

* W zależności od kwaśności gleby, na której rośnie, intensywność smaku/kwaśność szczawiu jest różna. Proponuję spróbować surowy listek i wtedy podjąć decyzje ile użyć do przygotowania zupy.

** Rosół można przygotować z domowych kostek rosołowych (tutaj) lub jeśli nie mamy innego wyjścia nawet ze sklepowych bulionetek.