Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieprz cayenne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieprz cayenne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 września 2015

Orzechowa deska z mulami



Zakochana w pięknym, niepokornym drewnie z orzecha włoskiego czekałam i czekałam, a on obiecywał i obiecywał, aż pewnego dnia doczekałam się.  Zaprosił do kuchni i na cudnej desce podał równie doskonałe mule. Deska niesamowita o niezwykłym rysunku słoi i urzekającym kolorze. Mule fantastyczne i aromatyczne, deska piękna czegóż chcieć więcej. Nie zamulam oto przepis.

 




Składniki (na 4 osoby)
450 g muli (mrożonych bez skorupek) lub świeżych
2 duże cebule
1 czerwona papryka
1 płaska łyżka curry
½ łyżeczki chilli lub cayenne
2 ząbki czosnku
sól, pieprz do smaku
olej ryżowy do smażenia
garść siekanego koperku do posypania





Na rozgrzanym oleju podsmażyć na złoto pokrojoną w kostkę i posoloną cebulę. Dodać przyprawy i pokrojoną w kostkę paprykę. Dusić 2-3 minuty. Następnym krokiem jest dodanie zmiażdżonego czosnku i rozmrożonych muli (jeśli używacie świeżych musicie pamiętać o dokładnym oczyszczeniu ich z piasku) i smażyć 3–5 minut. Pod koniec smażenia dodać odrobinę czarnego pieprzu, pieprzu  cayenne oraz kilka łyżek wody. Podawać obficie posypane koperkiem z młodymi ziemniakami i szklaneczką schłodzonego białego wina.




wtorek, 2 września 2014

Kury w sadzie

Czy kury lubią jabłka. Oto jest pytanie. Tego niestety nie wiem, ale za to wiem, że ja lubię i jabłka i kury. Wiem, też że z całą pewnością kiedyś będę miała własne małe stadko kur i w tedy zgłębię tę tajemnicę. W promieniach zachodzącego słońca, pomiędzy drzewami starego sadu podpatrywałam majestatycznie przechodzące się tam kury z potomstwem. Obserwując je zapragnęłam własnego stadka, bowiem był to jedyny element sielskiego obrazu jakiego mi brakowało. Coś tam sobie dziobały, o czymś zawzięcie gdakały, jak to kury. Bił od nich spokój i wielkie zadowolenie. To było stado prawdziwie szczęśliwych kur w mazowieckim sadzie spacerujące pośród rozłożystych starych jabłoni. W wielkiej sprzeczności z tymi uczuciami pozostaje moja połowiczna mięsożerność lub jak kto woli semiwegetarianizm objawiający się serwowaniem od czasu do czasu dań sporządzonych z mięsa.






Składniki:
0,5-0,75 kg kurzych podudzi (bez kości)
1 duża cebula
2-3 kwaśne jabłka (u mnie antonówka)
1 mała butelka cydru
1 garść rodzynek
1 łyżeczka curry
cayenne (nie koniecznie)
sól, pieprz do smaku
olej do smażenia








Podudzia podzielić na mniejsze części, posolić i obsmażyć na złoto z obu stron, na rozgrzanym oleju. Zdjąć z patelni i na tym samym tłuszczu podsmażyć pokrojoną w kostkę cebulę. Kiedy cebula będzie zeszklona dodajemy curry, pokrojone w kostkę jabłka i podsmażonego kurczaka. Wszystko wymieszać i jeszcze chwilkę smażyć przed dodaniem cydru i rodzynek. Całość dusić na średnim ogniu około 15-20 min, aż sos się zagęści, a jabłka zmiękną (ale nie rozpadną się). Podawać posypane natką pietruszki z dodatkiem np. kaszy jaglanej.


czwartek, 30 stycznia 2014

Energetyczny dopalacz czyli kremowy rosół z wkładką


Syberyjskie mrozy za oknem nie powstrzymują entuzjastów sportów wszelakich, nawet joggingu, od uprawiania ich ulubionej dyscypliny. To jest moje spostrzeżenie z ostatniej sobotniej wizyty w parku. Rodzinny wymarsz, w celu przewietrzenia szarych komórek studentki i zaczerpnięcia mroźnego powietrza jako terapii przeciwgrypowej, nie trwał więcej niż 35 minut. Z niekłamanym podziwem przyglądałam się współspacerowiczom-sportowcom. Na mnie w domu czekała miska gorącego, aromatycznego i kremowego rosołu. Polecam tą wersję wszystkim zmarzniętym i potrzebującym energetycznego zastrzyku.



Składniki na 4 porcje:
2 litry wody
kawałek uda indyczego z kością (ok. 0,25 kg)
1/2 szklanki ciemnej fasoli
1/2 szklanka mrożonego bobu
1 porcja włoszczyzny (można zmieniać proporcje warzyw w zależności od upodobań)
2 ząbki czosnku
1 cebula
1,5 łyżeczki kurkumy
pieprz cayenne — tolerowaną przez organizm dawkę
opcjonalnie kilka suszonych liści curry (niesamowity aromat)
sól
prażone ziarna słonecznika lub dyni



Do garnka wrzucić kostkę indyczą z mięsem i zalać 2 litrami wody. Gotować 35 min. Po tym czasie wrzucić obrane i pokrojone warzywa wraz z 1/2 cebuli i czosnkiem oraz ugotowaną wcześniej fasolę (może być fasola z puszki), posolić (około 0,5 łyżeczki), gotować przez około 10–15 min na małym ogniu. W tym czasie na patelni przysmażyć pokrojoną w kostkę pozostałą cebulę (na oleju rzepakowym), lekko posolić. Gdy cebula się zezłoci dosypać kurkumę i cayenne jednocześnie mieszając przez około jedną minutę. Cebulę z przyprawami dodać do zupy i gotować jeszcze 5 minut na małym ogniu. Na koniec zmiksować wszystko na krem. Zmiksowaną zupę podawać z dodatkiem ugotowanego i obranego ze skórki bobu, chipsami z selera i prażonymi ziarnami słonecznika lub dyni.

Chipsy z selera:
W małym garnuszku rozgrzać olej (nalać go do około 2 cm wysokości garnka). Wrzucać po kilka cienkich pasków selera naraz (paski można przygotować obieraczką do warzyw). Smażyć maksymalnie około 2,5 minuty. Kiedy seler zaczyna się lekko rumienić jest gotowy i trzeba go szybko wyjmować, najlepiej łyżką cedzakową i wszystkie kawałki naraz.



Uwaga: w wersji wegetariańskiej używamy bulionu warzywnego, a zamiast mięsa dodajemy 1 szklankę fasolki i 1 szklankę bobu.


piątek, 17 stycznia 2014

Jajko sadzone na ziarenkach słonecznika i siemienia lnianego

Jajko sadzone na niedzielne śniadanie. Sadzone na boczku, szynce lub bekonie. Pychota, ale co robić kiedy nie można, lub nie chce się jeść boczku czy bekonu. Eureka, jest coś co doskonale go zastąpi, będzie tak samo, jak nie bardziej chrupiące. Wprawdzie ortodoksyjni wyznawcy jajek na boczku zapewne nie będą zadowoleni, odsądzą mnie od czci i wiary za taką profanację oryginału. No cóż podejmuję, ewentualną, rzuconą rękawicę i prezentuję moją bezmięsną wersję. Pyszne, zdrowe, zaskakująco chrupiące, całkowicie bez mięsa i sojowych imitacji boczku.






Składniki:
1 jajko (moje preferencje to 2 jajka)
garść suszonych ziaren słonecznika
1 łyżka siemienia lnianego
1 łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki pieprzu cayenne
(ilość według własnych możliwości)
oliwa
sól i pieprz do smaku
zioła do posypania jajka lub natka pietruszki






Na patelnię wlać odrobinę oliwy. Słonecznik i przyprawy i odrobinę soli wymieszać, wsypać na rozgrzaną patelnię. Powinno być go tyle, żeby cienką warstwą przykrył dno patelni. Zmniejszyć ogień i po około 2 minutach posypać równomiernie siemieniem lnianym. Wbić jajko, posolić i przyprawić tak jak lubicie (u mnie pieprz czarny). Przykryć przykrywką na około 3 minuty. Jak białko się zetnie jajko jest gotowe.

Uwaga: Trzeba z wyczuciem sterować płomieniem lub temperaturą palnika, tak żeby ziarna się nie przypaliły. Jeśli za pierwszym razem wam nie wyjdzie nie zrażajcie się. Mnie też nie od razu wyszło idealne.