Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurczak zagrodowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurczak zagrodowy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 września 2014

Kury w sadzie

Czy kury lubią jabłka. Oto jest pytanie. Tego niestety nie wiem, ale za to wiem, że ja lubię i jabłka i kury. Wiem, też że z całą pewnością kiedyś będę miała własne małe stadko kur i w tedy zgłębię tę tajemnicę. W promieniach zachodzącego słońca, pomiędzy drzewami starego sadu podpatrywałam majestatycznie przechodzące się tam kury z potomstwem. Obserwując je zapragnęłam własnego stadka, bowiem był to jedyny element sielskiego obrazu jakiego mi brakowało. Coś tam sobie dziobały, o czymś zawzięcie gdakały, jak to kury. Bił od nich spokój i wielkie zadowolenie. To było stado prawdziwie szczęśliwych kur w mazowieckim sadzie spacerujące pośród rozłożystych starych jabłoni. W wielkiej sprzeczności z tymi uczuciami pozostaje moja połowiczna mięsożerność lub jak kto woli semiwegetarianizm objawiający się serwowaniem od czasu do czasu dań sporządzonych z mięsa.






Składniki:
0,5-0,75 kg kurzych podudzi (bez kości)
1 duża cebula
2-3 kwaśne jabłka (u mnie antonówka)
1 mała butelka cydru
1 garść rodzynek
1 łyżeczka curry
cayenne (nie koniecznie)
sól, pieprz do smaku
olej do smażenia








Podudzia podzielić na mniejsze części, posolić i obsmażyć na złoto z obu stron, na rozgrzanym oleju. Zdjąć z patelni i na tym samym tłuszczu podsmażyć pokrojoną w kostkę cebulę. Kiedy cebula będzie zeszklona dodajemy curry, pokrojone w kostkę jabłka i podsmażonego kurczaka. Wszystko wymieszać i jeszcze chwilkę smażyć przed dodaniem cydru i rodzynek. Całość dusić na średnim ogniu około 15-20 min, aż sos się zagęści, a jabłka zmiękną (ale nie rozpadną się). Podawać posypane natką pietruszki z dodatkiem np. kaszy jaglanej.


wtorek, 19 listopada 2013

Warszawska seta i galareta z zagrodowca

Nie wiem czy znacie Stefana Wiecheckiego Wiecha i jego krótkie felietony o Warszawie, gdzie króluje gwara międzywojennej Warszawy. Teksty są cudowne i okazuje się, że wiele zwrotów można znaleźć i dzisiaj w naszym języku.. Meduza i lorneta czy seta i galareta na stałe zagościła w języku i w menu knajpek PRL-owskich, gdzie „alkohol podajemy tylko do konsumpcji”. Galaretka z nóżek to klasyka, a moja wersja to nóżki ale kurze z zagrodowego ptaka. Wykwintnie zwane w niektórych kręgach tymbalikami.







Składniki:
zagrodowa kura rosołowa/4 nogi z kury zagrodowej
włoszczyzna z kapustą lub kilkoma brukselkami
woda
sól
2 liście laurowe
po kilka ziaren pieprzu, ziela angielskiego i jagód jałowca
1 duży ząbek czosnku
2-3 gałązki lubczyku
1 puszka groszku
2-3 jaja na twardo
żelatyna na około 2 l płynu



Do dużego garnka nalać wody tyle, żeby na około 4 cm przykryła ptaka. Dodać łyżeczkę soli, resztę przypraw, lubczyk i pora (z włoszczyzny), zagotować, usunąć powstałe tzw. szumowiny i na niewielkim ogniu około 25 min. W tym czasie umyć i obrać resztę warzyw z włoszczyzny i dodać razem z brukselka do gotującego się kurczaka. Gotowanie dobrego rosołu wymaga czasu, więc teraz mamy około 1,5-2 godziny czasu zanim przystąpimy do dalszych czynności. Kiedy rosół jest już gotowy, należy go przecedzić, ostudzić i zebrać tłuszcz. Przygotować naczynka na galaretkę, do każdego włożyć pokrojona w plasterki gotowana marchewkę, jajko, groszek zielony i mięso z kurczaka. Rosół przelać do garnka (trzeba wcześniej określić jego objętość), zagotować, dodać wyciśnięty przez praskę czosnek, doprawić do smaku, zdjąć z ognia i rozpuścić w rosole żelatynę wg. opisu na opakowaniu. Gotowym płynem zalać przygotowane miseczki do pełna, odstawić do zastygnięcia.


Uwaga. Ja nie klaruję wywaru, właśnie dlatego, żeby galaretki bardziej przypominały tradycyjne nóżki z epoki Wiecha, niż tymbaliki.



niedziela, 30 czerwca 2013

Honorowy gość niedzielnego obiadu – Wielmożny Kurczak zagrodowy


Niedzielny obiad u babci, cudowne zapachy, smaki odświętny obrus i On – rumiany, dumny prawdziwy kurczak dziś zwany zagrodowym. Nie żaden brojler przemysłowo hodowany. Kiedy pojawiły się w sklepach takie PRAWDZIWE kurczaki natychmiast przeszukałam babciny brulion w poszukiwaniu jej przepisu szczególnie na nadzienie do ptaszyny.



Składniki:
1 kurczak zagrodowy
około 50-60 g masła
1-2 ząbki czosnku 1/2 pęczka pietruszki 
drobno posiekanej
sól, pieprz


nadzienie
1 duże jabłko (szara reneta)
1 pęczek pietruszki
1 jajko od szczęśliwej kury
1 łyżka masła
domowa tarta bułka ok 2 łyżek





Kurczaka opłukać, osuszyć, natrzeć wewnątrz i w środku solą. Przygotować mieszankę masła pietruszki i wyciśniętego przez praskę czosnku. Przygotowana mieszankę umieścić delikatnie i równomiernie pod skórą kurczaka. To proste, skóra dość łatwo oddziela się od mięsa, trzeba tylko uważać żeby nie pękła. Przygotować nadzienie: jabłko zetrzeć na tarce, pietruszkę drobno posiekać. Jabłko i pietruszkę wymieszać z żółtkiem, przyprawić solą i pieprzem. Ubić sztywną pianę z białka i delikatnie wymieszać zresztą nadzienia. Na końcu dodać tartej bułki tak aby uzyskać dość zwartą konsystencję (nieco tylko rzadszą niż na mielone - cytat z brulionu). Nadziać kurczaka masą i zaszyć lub spiąć szpilkami wszystkie otwory. Ułożyć w naczyniu do pieczenia piersiami do dołu (zapobiega to wysychaniu piersi) i piec pod przykryciem, w nagrzanym do 200C piekarniku przez około 30-40 minut. Po tym czasie zdjąć przykrycie i dopiec aż do przyrumienienia skórki (mnie zajęło to drugie 30 minut, ale zagrodowiec warzył prawie 2 kg). Podawać z mizerią, duszoną marchewką, ziemniakami lub z tym z czym lubicie.