Czy kury lubią jabłka. Oto jest
pytanie. Tego niestety nie wiem, ale za to wiem, że ja lubię i
jabłka i kury. Wiem, też że z całą pewnością kiedyś będę
miała własne małe stadko kur i w tedy zgłębię tę tajemnicę. W
promieniach zachodzącego słońca, pomiędzy drzewami starego sadu
podpatrywałam majestatycznie przechodzące się tam kury z
potomstwem. Obserwując je zapragnęłam własnego stadka, bowiem był
to jedyny element sielskiego obrazu jakiego mi brakowało. Coś tam
sobie dziobały, o czymś zawzięcie gdakały, jak to kury. Bił od
nich spokój i wielkie zadowolenie. To było stado prawdziwie
szczęśliwych kur w mazowieckim sadzie spacerujące pośród
rozłożystych starych jabłoni. W wielkiej sprzeczności z tymi
uczuciami pozostaje moja połowiczna mięsożerność lub jak kto
woli semiwegetarianizm objawiający się serwowaniem od czasu do
czasu dań sporządzonych z mięsa.
Składniki:
0,5-0,75 kg kurzych podudzi (bez kości)
1 duża cebula
2-3 kwaśne jabłka (u mnie antonówka)
1 mała butelka cydru
1 garść rodzynek
1 łyżeczka curry
cayenne (nie koniecznie)
sól, pieprz do smaku
olej do smażenia
Podudzia podzielić na mniejsze części,
posolić i obsmażyć na złoto z obu stron, na rozgrzanym oleju. Zdjąć z patelni i na tym samym
tłuszczu podsmażyć pokrojoną w kostkę cebulę. Kiedy cebula
będzie zeszklona dodajemy curry, pokrojone w kostkę jabłka i
podsmażonego kurczaka. Wszystko wymieszać i jeszcze chwilkę smażyć
przed dodaniem cydru i rodzynek. Całość dusić na średnim ogniu
około 15-20 min, aż sos się zagęści, a jabłka zmiękną (ale
nie rozpadną się). Podawać posypane natką pietruszki z dodatkiem
np. kaszy jaglanej.









